Niemal 40 lat żyłem na tym swiecie bez psa. I była to swiadoma decyzja
wynikajaca przede wszystkim z niechęci do tych zwierzat.
W któryms momencie mego życia zauważyłem jednak, że owe zwierzęta nie
odwzajemniaja mojej niechęci, a wręcz przeciwnie: lubia mnie, chętnie do mnie
przychodza bez oznak agresji. Ale to nic to zmieniło. Nadal nie lubiłem psów.
Aż wreszcie...
Przypadkowo spotkany znajomy znajomego powiedział, że jego brat ma psa do
sprzedania, w zasadzie szczeniaka, ale już 8 miesięcznego, za to dużego, bo to
taka rasa. Duża. Pies w tym czasie mieszkał w sklepie opowiadajacego, bo w
mieszkaniu się nie miescił, a brat, będacy włascicielem nie mógł sobie z nim
poradzić ze względu na brak czasu. Poszlismy zobaczyć psa z ciekawosci. Sklep
był niedaleko.
To, co ujrzałem zmieniło mój stosunek do psów w jednej chwili. Z zaplecza
sklepu wyjrzały na mnie łagodne oczy umieszczonej na ogromnej głowie, dzwiganej
przez ogromne, trochę za chude, ale za to sprężyste ciało. To był on. Leo
Guiness Saxifraga. Czarny dog niemiecki. Jeden z najczarniejszych dogów, jakie
się spotyka, prawie bez białych znaczeń. Decyzja zapadła natychmiast. Biorę go!
Wystarczyło tylko przekonać żonę i troje moich dzieci. Swiat stanał na głowie!
Ja przekonywałem dzieci do psa. Poza najmłodszym, 5-letnim synkiem, nastoletnie
dzieci nie były zbytnio przekonane. Myslę, że spodziewały się konkurencji w
walce o resztki czasu wolnego, jakich ma niewiele ich wiecznie zapracowany i
nieobecny ojciec. Żona również, ze względu na swiadomosć, że obowiazki obciaża
głównie ja, była sceptyczna. Ale w końcu pies zamieszkał u nas w domu.
Nie było łatwo na poczatku, ale teraz już wtopił się w nasze życie i jest. Ja
wariowałem coraz bardziej na jego punkcie, a co gorsza ów proces jeszcze się
nie zakończył. Mało tego, wygląda na to, że się nasila. Jak już będę kompletnie
zwariowany to pewnie wyjadę na wyspę, nazwę ja
Doża Wyspa i będę hodował te niesamowite zwierzęta. Ale pewnie aż tak nie
zwariuję. Chociaż, ...gdy czasami patrzę na niektórych ludzi, słucham wiadomosci
lub relacji z Sejmu... Ech!
Taka jest moja historia. Napiszę jeszcze o psie i opiszę moje obserwacje
zwiazane z psem oraz z włascicielami różnych psów, ale na razie przedstawię
tylko zasadniczy wniosek wynikajacy z powyższego tekstu, który jest
jednoczesnie wyjasnieniem, dlaczego jest tyle ras psów na swiecie (do tego
jeszcze mieszańce):
Gdzies na swiecie jest twój pies
Kiedys przyjdzie nieoczekiwanie do ciebie
I zaszczeka...
Miej uchylone drzwi do twego serca
Bo nie wiesz...
Czy przyjdzie raz jeszcze
I straciłbys cos czego już nie odnajdziesz
I nie dowiesz się...
Co to własciwie było
Bo nikt...
Nie będzie w stanie ci tego opisać